Porządki na półce - sprzedam książki

Jak już ostatnio wspominałem przeprowadzam się. By oszczędzić sobie i Monice noszenia zbędnych kilogramów zainicjowałem cykl odśmiecania mieszkania. Chociaż może określenia "odprzydasiania" albo "odnapewnojeszczetobędęchciałprzeczytaćjeszczeraz" były by lepsze. W każdym razie chętnie sprzedam książki. Większość jest w stanie bardzo dobrym lub dobrym. WIele kupiłem niedawno, podczas podróży do Norwegii.

Czytaj dalej...

Kategorie: Krótko
14 stycznia 2012, 21:26:17
8 komentarzy

2012 - Zmian ciąg dalszy

Witajcie,

Dawno nie było mojego marudzenia. Bo miałem nie pisać. Teraz dostaniecie dawkę marudzenia za pół nowego, 2012 roku. I za pół starego. Bo tak.

Rok 2011 już przeszedł do historii, ino wiele rzeczy ma swoje kontynuacje. Jak może pamiętacie w lecie zmieniałem pracę. Kilka tygodni (wraz z wakacjami) zajęło mi szukanie nowego miejsca. Dobrego nowego miejsca, nie byle jakiego.

Część czytelników pewnie orientuje, że zostałem pełnoetatowym programistą (chociaż niskopoziomowym) i bezetatowym elektronikiem. Przez te kilka miesięcy w nowej robocie zdobyłem nowe skille - +3 do programowania ogólnie, +2 do korporacyjności, +2 do używania pro-narzędzi, a także skończyłem kilka questów i mocno zaekspiłem oraz odwiedziłem zimne kraje północnej Europy.

Część czytelników wie także, że postanowiłem wymienić swojego wysłużonego lapka marki Aristo. Potrzebowałem środowiska do tworzenia oprogramowania na Maka, a Tomek byłw Hameryce, więc przywiózł mi. Maka. Używam go, nie jest źle. Wbrew pozorom to jest system mocno-unixowy jak ktoś wie jak uruchomić terminal.

Krzyś nasz ma już ponad roczek. Jak ten czas leci! Ledwie przywiozłem go takiego małego, zawiniętego w kocyk do domu. A tymczasem Krzyś umie już chodzić, ma kilka ząbków, pokazuje paluszkiem i woła "tiu" by podejść i coś mu pokazać. To tutaj widać ten upływ czasu. Nie mówisz: "ojej, mam już rok kompa". Stwierdzenie "ojej, mieszkam tu już rok" też nie oddaje tego wrażenia. Już rok, już półtora, nie obejrzę się a już będzie mieć dwa. On dwa na plus, ja dwa na plus. Jak ten czas leci.

Święta spędziliśmy w mieście, z rodziną raz to jedną, raz drugą. Jakiś taki okres był zabiegany, wszystko na raz. Dobrze, że już się skończył. Dostałem grę "Osadnicy z Catanu". Nie, nie jest to gra komputerowa. W zasadzie to jest w niej tylko multiplayer i to wymagający conajmniej 3 graczy. W tej samej lokalizacji. Pozostałe wymagania to dobre oświetlenie planszy i godzinka czasu.

I tak zbliżamy się do Sylwestra i Nowego Roku. Jeśli nie macie dzieci (taka dygresja), to nie wiecie co to mało czasu. Nawet na Politechnice przed samą sesją, gdzie jest sterta zaliczeń i pierdyliard projektów do oddania jest luźniej. W każdym razie witaliśmy Nowy Rok w małym gronie, Krzyś oglądał fajerwerki, ani dużo nie pilismy, ani dużo nie śpiewaliśmy, ot, tak skromnie, szybko i dość cicho.

Tak więc 2011 obfitował w zmiany i miałem cichą nadzieję, że 2012 przyniesie stabilizację. Ale nieeeee... Tak być przecież nie mogło!

Obecna praca jest fajna, aaaale dostałem szansę na pracę lepszą, w dużym projekcie. Nie w Polsce. Wyjeżdżamy, Monika, Krzyś i ja. Zaczynam pierwszego marca. Kocham spokój, ale wydaje mi się, że ta szansa już się nie powtórzy. To będzie coś, z czego będę mógł być dumny, a potem już zapewne nigdy nie powtórzę. Tak więc stabilna praca ustępuje miejsca rzeczy mniej stabilnej, mniej pewnej. A waham się od "dam radę, nie ma problemu", przez "dam radę, ale oznacza to dużo pracy" aż do "nie dam rady i będzie wstyd".

Tak więc jedziemy, zamierzamy wrócić za dwa lata, takie są obecnie plany. Szykujemy się do wyjazdu. Nie kupujemy bibelotów do domu. Za dwa miesiące wszystkie przydasie będzie trzeba przenieść, łącznie ze stertą przeczytanych już książek. Zostawię sobie kilka, tych najukochańszych.

I możecie myśleć, że to przecież już jest szaleństwo - jechać gdzieś w dal, pracować nad czymś, co może być ponad siły. Próbować mieszkać gdzieś, gdzie mówią w innym języku. Być obcym. Nie, to jeszcze nie jest pełnia naszego szaleństwa!

Otóż jakby mało nam było zajęć - dokładamy sobie więcej. Nasze drugie dziecko urodzi się na wiosnę. Nie znamy jeszcze płci, nie mamy jeszcze imienia, nie wiemy gdzie się urodzi. Nie wiemy, czy Monika da radę do mnie dołączyć, czy będzie musiała z powodu swojego stanu zostać w Polsce. Zastanawiam się czasami po ciężkim dniu z płaczącym Krzysiem - "Jak damy radę?"

Czyż to nie szaleństwo?

Kategorie: Ogólne
08 stycznia 2012, 20:09:17
3 komentarze

Skrypt do zliczania znaków w pliku

Napisałem, bo nie znalazłem szybszego rozwiązania. Tak, nie jest napisany zgodnie ze sztuką pisania w Pythonie.

Użycie: ./count.py nazwa-pliku

 
	#!/usr/bin/python
 
import sys
 
print "count v 0.1 by Caladan 2012"
 
if len(sys.argv) != 2:
	print  "Usage: count filename"
	sys.exit(1)
 
f = file(sys.argv[1])
if not f:
	print  "Error: failed to open file"
	sys.exit(2)
 
c = f.read();
f.close()
 
d = {}
 
for i in range(256):
	d[i] = 0;
 
for z in c:
	d[ord(z)] = d[ord(z)] + 1
 
max = -1;
max_char = -1;
 
for i in range(256):
	if d[i] > max:
		max = d[i];
		max_char = i;
 
w = 50
 
for i in range(256):
	c = "#" * int(float(d[i]) *float (w) / float(max)) 
	if i < 0x20:
		p = "~"
	else:
		p = chr(i)
 
	if d[i] > 0:
		print "Char no %3d (%s) = %10d |%s" % (i, p, d[i], c)
 
sys.exit(0)
 

PS. Jeszcze nie umarłem. Po prostu nie piszę.

PPS. Witajcie w Nowym Roku ;)

Kategorie: Komputery, Krótko, Narzekania
02 stycznia 2012, 23:52:19
5 komentarzy